Ikona jako sztuka przebaczenia
Ikona bizantyjska, niezależnie od tematu, dąży do
tego, by być obrazem kościelnym, to znaczy wyrażać fakt życia jako Kościoła,
jako wspólnoty członków w organicznej jedności zdrowego ciała.
Dlatego malarz ikon stoi
przed trudnym zadaniem.
Nie wystarczy znaleźć nowe sposoby i wyrazić to, co
niewypowiedziane, ani tym bardziej wymyślać oryginalne sposoby mówienia o
świecie i o sobie. Jest powołany do przekształcenia świata jako nowego
stworzenia, do ukazania go jako nowej rzeczywistości, w której wszystkie
elementy, małe i duże, istnieją we wspólnocie i demonstrują oraz świadczą o
pożądanym pojednaniu i jedności.
Aby podołać temu trudnemu zadaniu, ikonograf musi z
pewnością dobrze posługiwać się liniami i kolorami, znać swoją sztukę, znać jej język -zasady
strukturalne i prawa estetyczne, ale to nie wystarczy. IKONOGRAF musi żyć
zgodnie z tym co głosi. Tak mówią ci, którzy głoszą, wiedzą jak „stracić”
swoją duszę dla innych i odnaleźć ją na nowo, nienaruszoną i pomnożoną -
wzbogaconą. W ten sposób ikonograf uczy się sztuki przebaczenia, która jest
najtrudniejsza w świecie. W tej sztuce, mówią ci, którzy widzieli światło na
własne oczy i się nie bali, trzeba nauczyć się zawsze spotykać się z bólem,
spotykać się ze światem w taki sposób, aby nie przerywać ruchu i przepływu energii
życia, nauczyć się nie tworzyć „blokad” ale pokonywać bariery nawet w trudnych
miejscach. Tak właśnie, poprzez każde spotkanie, dokonuje się przebaczenie, powstaje
wspólna droga i podróż ku celowi, czyli ku życiu jako jedności.
Tak malarz ikon, który praktykował sztukę przebaczenia
w swoich ikonach, niezależnie od tematu, tworzy krajobraz przebaczenia, ogólne
rytmiczne wydarzenie, które odpowiada żywemu, zdrowemu ciału. Jego linie nie
opisują tylko kształtu, nie wyrażają jedynie tego, co widzi oko, ale
jednocześnie ukazują etos. Są wyrazem, manifestacją wizji dobrej radości, życia
jako społeczeństwa. Linie nie walczą, nie są okrutne i nie są ostre. Kiedy się
spotykają, robią to czule, jakby obejmując się. Kolory, jakkolwiek kontrastowe
by nie były, bo przecież w budują formę malarską, nie walczą, nie rywalizują,
lecz zachowując swoją odrębność, dotykają czule i przebaczają w stronę
światła, w stronę jedności wszystkiego, w stronę utopijnej rzeczywistości
miłości.
To jest dobra droga dla tych, którzy tęsknią za radością i lekkością jaką przynosi przebaczenie.
Od lat posługuje pisząc ikony w stylu, który dziś jest ogólnie nazywany malarstwem bizantyjskim.
To stary styl. Styl, który ma swoje korzenie tysiące lat temu i niesie ze sobą całe doświadczenie, jakie ludzie zdobyli przez wieki na temat życia, a zwłaszcza relacji. Po cichu cieszy mnie, że to malarstwo łączy kolejne pokolenia z ojcami którzy widzieli światło prawdy
Wielu pyta, dlaczego tak postępuję, dlaczego upieram się przy starym języku wizualnym i nie staję się nowocześniejsza, by robić to, co moi koledzy.
Pytanie wydaje się trudne. To tak, jakbym musiała przepraszać za to, że mam ojczysty język i za jego pomocą odważam się komunikować i budować relacje społeczne.
Myślę jednak, że ludzie się dziwią, bo postrzegają dziś malarstwo inaczej – nie jako język komunikacji, ale raczej jako środek autoopisu – wyrażania siebie i swojego świata. Pewnie dlatego nie rozumieją mojego zachowania i kontynuowania tego języka.
Istnieją też inne, osobiste i emocjonalne powody, które sprawiły, że pozostałam przy tym języku. Jest ich wiele, ale nie trzeba ich tu wymieniać. Tu raczej podejmuje próbę analizy współczesnego ikonografa
Taka postawa dotyczy bowiem wielu osób w Polsce i poza nią, ponieważ dziś ludzie na całym świecie używają tego systemu artystycznego, zwanego malarstwem bizantyjskim.
Obraz, „bizantyjski”, jest syntezą elementów wywodzących się z nurtów greckich i grecko-rzymskich. W rzeczywistości jest to „konstrukcja wizualna”, która buduje relację widza z tym, co jest przedstawione. Sposób, w jaki obrazowo traktowano tę relację, jest wyjątkowy i wart kontynuacji zarówno dziś, jak i w przyszłości.
Zobaczmy dlaczego.
Struktura (sposób konstruowania otaczającej przestrzeni, przedmiotów i osób) w malarstwie bizantyjskim jest taka, że przestrzeń i czas zaczynają się przed obrazem, a nie za nim, jak w odpowiadającej mu konstrukcji wizualnej malarstwa renesansowego.
W malarstwie bizantyjskim, za pomocą projekcji obrazowej przed płaszczyzną obrazu, gdzie żyją przedstawiane postacie, tworzy się „wirtualna czasoprzestrzeń”.
Za pomocą ikony postacie przedstawione i wierni (widzowie) dzielą tę samą czasoprzestrzeń, żyją w tej samej, jedynej dostępnej rzeczywistości. Zatem w malarstwie to, co jest przedstawione, staje się teraźniejszością i obecnością, w przeciwieństwie do renesansowej konstrukcji wizualnej, w której to, co jest przedstawione, jest zepchnięte do innej, odrębnej wirtualnej rzeczywistości, istniejącej w oddali w przeszłości lub nawet przyszłości.
Kiedy malarstwo bizantyjskie tworzy, to tworzy obecność. Malarstwo renesansowe przekonywująco przedstawia osoby nieobecne i rzeczy w innej, niedostępnej, transcendentalnej czasoprzestrzeni dla widzów.
PS Kościół popiera rzeczy dawne ale nie dlatego, że są stare lecz z powodu ich wiecznej młodości